Kolejny ruch, który spowodował kolejną falę przeszywającego każdy z nerwów pod moją skórą, tym razem silniejszy. Spojrzałam w drugi bok, obok mnie drzemała Alayna. Ludzie i ta ich moralność... ale z drugiej strony, chyba nie powinnam w tej chwili z tego nazbyt szydzić. Dzięki temu jeszcze żyję. Cudowne słowo... jeszcze. Tak wiele istnień jeszcze żyje, choć moje zginąć już za moment... jeszcze mam szansę, jeszcze mogę coś zdziałać.
***
- Jeszcze możesz się zmienić, Debby! - To Lionell, próbuje pokazać mi, jak mnie kocha... że nie muszę taka być, nie muszę zabijać, nie muszę być tą złą... nie muszę, bo jeszcze mam czas. Kochał mnie niezwykłą miłością, prawdziwą. Widać to była w każdym jego geście, słowie. Ale jednocześnie z tym chciał mnie zmienić, bo nienawidził tego, jaka byłam... taka bezduszna, pozbawiona duszy. Widział to, zdawał sobie sprawę, kim jestem - Potworem.
Ale mimo to mnie kochał, pragnął być ze mną, ale pragnienie zmienienia mnie go dobiło. Przekonał mnie do terapii... nie zadziałała. Zabiłam terapeutę, bo mnie obraził Lionell wiedział o tym, lecz nie wypominał. Później miał wypadek, tygodnie zmagań o życie i śpiączka.
Trudno.
***
Znów się obudziłam. Musiałam przysnąć, choć nie na długo, bo w zegarze wskazówki przesunęły się o zaledwie pół godziny. Alayna się obudziła.
- Cześć... - Szepnęłam. Na więcej mnie nie stać, nie mam siły... doprawdy, chciałabym mówić normalnie, głośniej. By nie musiała schylać się, by mnie usłyszeć, ale nie mogę. Uśmiechnęłam się. Już sama nie wiem, czy uśmiech był szczery, czy może udawany... bądź co bądź, uratowała mnie. Żyję, choć mogłam być martwa.
A moje życie nadal jest w jej rękach. Zdradzi mnie, pozwoli zbadać mi krew? A może już to zrobiła, i lada chwila szpital odwidzą łowcy?
<Alayna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz