- Wszędzie tu czuć Deborę... - Westchnąłem pod nosem, lecz dziewczyna najwyraźniej to wyłapała, bo znów wykrzywiła się w dziwnym grymasie, teraz widocznie uznając, że ze mną na pewno jest coś nie tak. Trudno się jej dziwić. Zaśmiałem się pod nosem. - Masz może kawę? - Spytałem od razu. Zrobiła jeszcze dziwniejszą minę... choć tym razem z nutką zaskoczenia. Stała przez chwilę, zapewne zastanawiając się, co będzie lepiej odpowiedzieć ale w końcu i tak przystała na kulturze i gościnności.
- Pewnie. - Powiedziała to tak cicho, że ledwo co ja dosłyszałem, chwile później zniknęła już w progu kuchni, a ja ponownie rozsiadłem się na krześle. Cholercia... jakie ono wygodne! Wyciągnąłem zza pazuchy swoja ukochaną Berettę i zacząłem się nią bawić. Kątem oka zauważyłem, jak dziewczyna spogląda na mnie nerwowo zza szyby dzielącej jadalnio-salon od kuchni.
- Dwie i pół łyżeczki cukru, pół na pół z mlekiem, jeśli można. - Zakomunikowałem nie odrywając wzroku od pistoletu.
<Alayna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz