Aaaaaaaaaa krzyczałam w myślach. Próbowałam się uspokoić. Najmniejszy błąd i już zapewne po mnie. Dobra dobra dobra... dziewczyno, uspokój się patrzyłam na mężczyznę w ciszy, jakby mi obcięli język.
- Zapytam jeszcze raz - powiedział ostrym głosem. - Znasz Deborah Morgan? - ok... co on ci mówił? Zginęła mi na rękach. No dobra... Ale mam ją znać?! przełknęłam ślinę. Spojrzałam na to coś... Tylko nie krzycz, tylko nie krzycz... Kiwnęłam twierdząco głową. Najwyżej poboli i przestanie próbowałam się jakoś uspokoić faktem, że chociaż mój jeden najdrobniejszy błąd, to moja śmierć.
- Tak - powiedziałam cicho, praktycznie niedosłyszalnie.
- A mówi ci coś William O'Brian? - pokręciłam przecząco głową. Może i w tamtym momencie uciekałam. Jednak wszystko dobrze pamiętam.
- Nie... - powiedziałam jeszcze ciszej, o ile to możliwe.
- Mów głośniej - usłyszałam głos drugiego mężczyzny, który stał w progu i się opierał o framugę. Wtedy te zwierzę zawarczało czy co tam zrobiło, obśliniło się, jakby był głodny.
- A mówią ci coś te nazwiska, Lucianna Hemingeway albo Kevin Dutton? - pokręciłam stanowczo głową. Nie słyszałam nawet o nich.
- A teraz przejdźmy do twojej znajomości z Deborah - spojrzałam w oczy tego stworzenia. Jakieś znane mi się wydały... jednak po kilku sekundach patrzenia w nie i znalezienia czegoś, co było jakieś znajome, wystraszyłam się, gdyż stworzenie chciało na mnie skoczyć. - Jak długo ją znasz? - mężczyzna zapytał jakby nigdy nic, jednak usłyszałam w jego głosie śmiech. Byłam wystraszona. Koniec. Proszę.
- Dwa dni - powiedziałam głośniej, jak mi kazano. Nogi podkuliłam, a ręce oparłam na brzegach krzesła i je wyprostowałam. Sama zaś odsunęłam się znacznie do tyłu, jak to było możliwe.
- Kiedy ją ostatnio widziałaś? - pomyślałam chwilę. Zginęła ci na rękach przypomniały mi się jego słowa. Cztery dni temu w postaci kruka została zabrana.
- Kilka dni temu.
- A jakieś szczegóły? - zginęła mi na rękach
- Znalazłam ją w lesie zakrwawioną - zaczęłam coś wymyślać. Nie patrzyłam nikomu w oczy, tylko na podłogę. W oczach pojawiły mi się łzy. - Wykrwawiła się na śmierć... na moich rękach - delikatnie się rozbeczałam. Kilka łez spłynęło mi po policzku. Niech myślą, że to prawda. Tak na prawdę łzy pojawiły się stąd, że strasznie się teraz bałam. Przez kilka sekund żadnego pytania. W końcu jednak podszedł bliżej mężczyzna, który stał przy drzwiach.
- Wiesz kto to jest mutant, albo łowca? - zapytał. Otworzyłam delikatnie oczy. Na ten temat nic nie mówiłeś. Wiem kto to. Deborah jest mutantem, ty jesteś łowcą. Co mam mówić? Podniosłam głowę nie wiedząc co powiedzieć. - Słyszysz? - on był ostrzejszy. Stworzenie znowu wydało z siebie przerażający dźwięk. Wzdrygnęłam się, patrząc na nie, jednak szybko wzrok przeniosłam na tego mężczyznę.
- Nie wiem kto to. Pierwsze słyszę - powiedziałam z drżącym głosem. Byli ode mnie zaledwie kilka centymetrów. Nieswojo się czułam. Po za tym ich oczy były przerażające. Spojrzeli po sobie. Kiwnęli do siebie głowami.
- Zabierz stąd Corvo. Ja jeszcze zadam jej parę pytań. Powinna współpracować - spojrzał na mnie. Wzrok jego mówił za siebie. Współpracuj, bo będzie boleć. Drugi kiwnął głową. Chwycił łańcuch, na którym było stworzenie. Monstrum jeszcze klapnęło do mnie dziobek, jakby chcąc mnie posmakować, jednak zostało odciągnięte ode mnie i zabrane z pokoju. Mężczyzna, który tu został ze mną, zbliżył się nieznacznie. - Będziesz współpracować. Prawda? - złapał mnie za brodę. Kilka łez jeszcze spłynęło w dół po policzkach. kiwnęłam twierdząco głową. - To dobrze. Wstawaj - wykonałam posłusznie polecenie. Mężczyzna złapał mnie za nadgarstek i pociągnął gdzieś. Wyszliśmy z tego pomieszczenia. Ukazał się mi jakiś długi korytarz. Weszliśmy przez jedne drzwi. - Jeden z pokoi, gdzie nie ma lustra - po tym słowie rzucił mnie na ziemię. Odwróciłam się w jego stronę. Kucnął przy mnie i mi spojrzał w oczy. - Niezła z ciebie dup* - po tym słowie złapał mnie za pierś, jednak ja go popchnęłam.
- Zostaw mnie - powiedziałam wstając. Strach się coraz bardziej nasilał. Proszę, nie. Zaśmiał się, wtem do pokoju wszedł ten sam mężczyzna, który miał odprowadzić Corvo.
- Zaczynamy zabawę? - w dłoni trzymał jakąś chustę. Spojrzałam na nią, po czym podsunęłam się do ściany.
- Nie - powiedziałam pewnie. To była dla mnie i dla nich jakaś odmiana, w tym krótkim czasie.
- Mała się stawia? - podszedł do mnie, po czym mnie złapał mocno za rękę. Nie mogłam jej wyciągnąć, z jego uścisku. Pociągnął mnie za sobą. Odwrócił mnie i założył mi blokadę. Dłoń miałam na plecak, wygiętą.
- To boli! Puść mnie! - zaśmiali się. Na usta założył mi chustę. Nie mogłam nic powiedzieć. Próbowałam się w jakiś sposób wyrwać, ale zakończyło się tylko bólem ręki. Złapał mnie za drugą rękę. Ten, który założył mi chustę, zdjął pasek ze spodni i zawiązał mi ręce. Rzucili mnie na podłogę. Nie mogłam wstać. Jedynie nogi miałam wolne, ale któryś z nich stanął mi na włosy, więc każde podniesienie się, kończyło się bólem.
- Zaczynamy, zanim nas znajdzie - usłyszałam, po czym oboje rozpięli rozporki. Zamknęłam oczy. Poczułam, jak zdejmują mi spodnie, a wraz z nimi majtki. Miotałam się, ale jedna słaba dziewczyna, kontra dwa silne chłopy, to przegrana walka dziewczyny już na samym początku.
- Nie przesadzaj. Może sam się dołączy, jak nas zobaczy - podnieśli mnie. Otworzyłam oczy. Zrobiłam się czerwona, więc odwróciłam wzrok. Po chwili wylądowałam już nie na ziemi, ale na jednym z nich. Uśmiechał się jak szatan, który wygrał wojnę z Bogiem, albo jakby zabił anioła. Drugi pociągnął mnie za związane ręce, więc się podniosłam. Zamiast zdjąć, porwali moją koszulkę, tak samo jak stanik. Wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Powoli jeden nakierował swojego penisa w moją pochwę. Gdy trafił, delikatnie mnie popchnęli na niego, jednak ja się opierałam. W końcu drugi pomógł. Zatrzymał się już na początku. Poczułam ból. Nie chciał wejść. Gdy na chama mnie popchnęli w dół, poczułam ogromny ból. Nie wiem do czego można go porównać. Może do obdzierania kogoś ze skóry i posypywania solą i jakimiś chemikaliami? Może i tak. Nie mogłam krzyknąć. Jedynie wydawałam z siebie stłumione jęki. Zaczął powoli poruszać biodrami w górę i w dół. Ból był okropny. Po kilku sekundach poczułam jak mężczyzna z przodu łapie mnie za piersi i się nimi bawi. Wygięłam się w łuk. Potem jedynak zostałam delikatnie popchnięta w przodu, po czym poczułam, jak drugi mężczyzna kieruje swojego członka do odbytu. Masz fajnych kolegów kutasie pomyślałam. Chciałam przestać w jakikolwiek czuć ból. Próbowałam sobie przypomnieć jakieś straszne sceny z mojego życia, nawet ułamek sekundy, w którym widziałam światła samochodu, który we mnie wjechał, ale nic. Dałam z tym spokój. Gdy poczułam jak pcha i ten z tyłu, poddałam się. Czekałam teraz tylko na koniec. Aż się spuszczą, wyjdą ze mnie i mnie tu zostawią. Ten z tyłu, bawił się także moją łechtaczką.
<William? Jest tak jak miało być. Więcej się tak nie rozpiszę chyba>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz