Zauważyłam uśmiech na jej twarzy. Odwzajemniłam go. Zdziwiłam się także. Nie powinnam w sumie się nią przejmować. Nie ma nic do mutantów, ale nie chcę mieć z nimi wspólnego. Powinny wszystkie wyginąć, a ja tu ratuje jej życie. Chyba rzeczywiście moja głowa nie jest w pełni świadoma tego, co robi. Usiadłam na krześle, na przeciw dziewczyny. Nie odzywałam się, bo widziałam, że dziewczyna nie ma sił. Całą ją zbadali. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- I jakie wyniki? - zapytałam od razu, gdy tylko przeszedł przez próg. Spojrzał na mnie, a potem skierował wzrok na Deborah. Przyjrzał się jej.
- Wyniki są dobre - zaczął coś tam gadać. Niczego nie zrozumiałam. Nie rozumiem leczenia. Jednak gdy wspomniał o pobranej krwi, zauważyłam na jej twarzy jakby strach, albo ciekawość, albo niepewność. Sama nie wiem. Byłam zajęta jego słowami. - Krew jest także normalna. Po prostu straciłaś wiele krwi, ale już przetransportowaliśmy do twojego ciała - i tu wyszedł. Deborah spojrzała na mnie.
- To ty odpoczywaj - po tych słowach wyszłam z sali. Tak na prawdę to ode mnie pobrali dla niej krew. A co to badania jej krwi... nie byłam pewna, czy powinnam na to pozwolić. Jednak moje słowo się nie liczyło, dlatego podmieniłam jej krew ze swoją.
<Deborah?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz