Jak co poniedziałek przesiadywałem wieczorem w jednym z klubów o nazwie
"White Flag". Biała flaga? Ciekawe skąd wzięła się ta nazwa. Za każdym
razem mogłem wypić jedynie dwa drinki. Już raz poznałem to jak być
pijanym mutantem. Niekontrolowanie przemieniłem się i przez dobre kilka
dni miałem problem z łowcami. Kto by pomyślał, że tacy sztywniacy jak
łowcy mogą przesiadywać w klubach nocnych? Poczułem, że przyjemne ciepło
rozchodzi się po moim ciele i nabrałem ochoty na taniec. Odwróciłem się
na fotelu i rozejrzałem po parkiecie. W zasięgu oka nie było widać
nikogo fajnego. Ale jak tu nie zatańczyć jak leci ulubiony kawałek? Już
miałem wstać, gdy przypomniało mi się że nie zapłaciłem barmanowi.
Sięgnąłem do kieszeni w poszukiwaniu drobniaków. Za mało. Spojrzałem na
kolesia siedzącego obok mnie, najwyraźniej pijanego do nieprzytomności. Z
jego kieszeni wystawał portfel. Zwinnie go wyciągnąłem i zabrałem mu
kilka monet, po czym wsadziłem na miejsce.
- Sorka gościu, to tylko kilka drobniaków. - Szepnąłem i położyłem
pieniądze na blacie. Wstałem i ruszyłem na bok parkietu, musiałem dopić
drinka. I w tym momencie ni stąd, ni zowąd pojawiła się przede mną
dziewczyna. Uderzyłem w nią, nie zdążając się zatrzymać. Zawartość
szklanki wylała się na moją koszulę.
- Choler.a! - Syknąłem i przejechałem dłonią po swojej klatce
piersiowej. - Nie spoglądając na dziewczynę kontynuowałem. - Właśnie
wylałaś uczciwie kradzione pieniądze!
Alayna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz