Wydała się być trochę zmartwiona nadchodzącą nocą. Mi ona nigdy nie przeszkadzała, zawsze czułam się lepiej w mroku... bo w końcu Mary Nocne przychodzą nocą, a ja jestem jedną z nich.
- Odprowadzić cię? - Spytałam. I tak nie mam co ze sobą teraz zrobić. - Przy mnie nikt cię nie napadnie... Wszystkie mary się mnie boją. - Stwierdziłam niby od niechcenia, a jednak z lekką przekorą. Spodziewałam się odmowy - ludzka duma często nie pozwala im na przyjęcie pomocy, jednak Alayna kiwnęła głową w górę i w dół, dając znak na tak. Niech więc tak będzie, idziemy razem do domu Alayny.
Ruszyłyśmy przed siebie, wpierw wyszedłszy z zaułku dzielącego szpital od budynku, zdaje się, mieszkalnego. Gdy tylko wyłoniłyśmy się z cienia przerwy między budynkami, lampy na ulicy rozświetliły się rażącym światłem, choć po chwili nasze, a przynajmniej moje, bo jak jest u ludzi - nie mam specjalnego pojęcia - oczy się przystosowały i już widziałam tak, jak i za dnia.
- Prowadź. - Zakomunikowałam rozpromieniona jak nigdy... mimo urazu nogi, wszystko właściwie toczy się jak powinno, choć nie zdobyłam kolejnego trofeum do kolekcji, właściwie jestem zadowolona.
<Alayna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz