Pierwsze, co pojawiło się w mojej głowie? Oboje XD
Ale nie.
W toku rozmowy i poznawania Debory okazało się, że nie należy do tych mutantów, które jak do tej pory miałem okazję poznawać... bezwzględne, patrzące tylko na to, by ktoś ich nie zdradził, swego rodzaju "pospolite". Nie. Deborah była inna. Jedyna w swym rodzaju, a przynajmniej jedyna wśród tych mutantów, które znam. Pozwoliła, by człowiek poznał jej tajemnicę, nie zabiła Alayn'y, zyskując w ten sposób przyjaciółkę, ryzykując demaskację. Do tego wieży, że to nie Alayna na nią doniosła. Jest o tym przekonana, powiedziała mi to... a ja ja w tym utwierdziłem, bo musiałbym skłamać, gdybym napuścił ją na Alayn'ę - tę dziewczynę, u której Deborę znalazłem.
Wśród łowców już od miesięcy krążyły plotki o tajemniczym mordercy-zwierzęciu grasującym w tym mieście. Mówiło się, że to albo psychol, który oswoił dzikie zwierzęta i wytresował je, by rozszarpywały ludzi, albo mutant, który zabija dla zabawy. Domyśliłem się, że bardziej prawdopodobna jest wersja druga. Zwierzęta choć próbowałyby pożreć swoje ofiary.
Ale w każdym razie... Deborah okazała się mutantem rzadkim. Prawdę mówiąc, nawet jedynym ze swojej rasy. Alphą, jak to mi zdradziła. Dzierzbą... Kasgo. Tak też ochrzciły ją media parę lat temu, kiedy to jej zbrodnie zaczęły być serią zabójstw. Ale razem z tym, jak zabija, ma też swoje życie. Mimo iż uparcie utrzymuje, że bardziej jest zwierzęciem, niż człowiekiem, przy tym przeżyła miłość. Szczerą i prawdziwą, a teraz cierpi przy każdym wspomnieniu o Lionell'u. Widać to po niej, choć stara się być zimna... stara się, lecz w jej oczach widać błysk smutku związanego ze śpiączka ukochanego. Zacząłem jej współczuć. Ja, bezwzględny łowca, kłusownik mutantów, zacząłem współczuć jednemu z tym potworów, które zwykłem z radością mordować. Oszczędziłem ją, lecz pozbawiłem pamięci o naszych rozmowach... niech nie wie, co mi powiedziała, co wiem, a czego nie. Zostawiłem ją w lesie, podając jej wcześniej środek leczniczy łowców... nie ma szybszego i skuteczniejszego poskramiacza ran od wyciągu z krwi mutantów.
Tymczasem udałem się do przyjaciółki Debory, Alayn'y, jak już wspomniałem... wydała się miła. Czemuż by więc nie poznać jej bliżej? I tym razem zapomniała rozsunąć zasuwki nim otworzyła mi drzwi, choć teraz odniosłem wrażenie, jakby zrobiła to celowo... nie miałem już na sobie udawanego munduru policyjnego. - ale szybko moje zdanie się zmieniło. Nie miała w planach trzymać drzwi zamkniętych, to tylko ludzka skleroza.
- Przepraszam... - Mruknęła, nim zamknęła mi drzwi przed nosem by po paru sekundach rozsunąć je całkowicie, już bez założonego łańcucha, jakby z całym impetem, jaki miała w rękach. Odniosłem wrażenie, jakby próbowała je wyrwać... - Tak? - Spytała po chwili.
- Witaj. - Przywitałem się, tym razem zdecydowanie mniej oficjalnym tonem. "Policjant po służbie." haha. Nie muszę zachowywać postawy uroczystej. Uśmiechnąłem się na samą tę myśl.
<Alayn'a? Daję wolną rękę xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz