Wydaje mi się, że nie... choć nigdy nie wiadomo. Ręka może się zawsze omsknąć XD
- Dzięki. - Powiedziałem uśmiechając się do dziewczyny, gdy ta postawiła przede mną kubek z kawą. Wziąłem małego łyka. idealna - Robisz świetną kawę. - Pochwaliłem ją, wycierając z wargi piankę. Schowałem broń. Skoro już mam czym zająć ręce... Dziewczyna cały czas śledziła ją, aż do momentu, w którym zniknęła za moją koszulą. - Nie martw się, nie zastrzelę. - Zaśmiałem się, mierząc do niej z dłoni. Wygląda na to, że nie było jej do śmiechu.
- No wiesz. Kiedy ktoś wyjmuje broń w MOIM mieszkaniu to zaczynam się denerwować. - Syknęła.
- Bez nerwów, kochana... - Cały czas mówiłem miłym tonem. Jakoś mam coś w sobe, że kobietom trudno mnie zdenerwować. - Bo zaraz sobie pomyślę, żeś wąż, nie człowiek. - Puściłem oczko. Trudno stwierdzić, jak to odebrała bo więcej się nie odzywała. Tylko usiadła naprzeciw mnie i wpatrywała się, pewnie zastanawiając się, co dalej powiem.
Siedzieliśmy tak przez dobre kilka minut, nie mówiąc ani słowa. Jedynie ja chwilę popijałem powoli kawę. Poznałem ją. Nawet miła. Przebiło się przez moją głowę. Teraz do rzeczy. Wyprostowałem się na krześle, przełknąłem ślinę aby uniknąć niepotrzebnej chrypy i przerywania wypowiedzi, po czym zacząłem mówić.
- Dobra. - Zacząłem. - Teraz słuchaj. I to uważnie, bo nie będę powtarzać ani dodatkowo tłumaczyć. - Zaczekałem, aż niepewnie kiwnęła głową. Wyglądała na zaskoczoną, ale się nie bała. - Zaraz przyjdą tu moi... koledzy. - Zakomunikowałem. - Pojmą cię i zabiorą stąd. - Dodałem. - Proszę, nie szarp się i nie próbuj uciec... i tak przecież nie uciekniesz. Poza tym, zadadzą ci tylko parę pytań, na które przecież znasz odpowiedź i wypuszczą. Wiem, że ty nie jesteś mutantem. O to się nie martw... sam zadbam o to, aby nikt nic ci nie zrobił, ale musisz współpracować. To rutynowe działanie. Ale gdyby ktoś pytał... a będzie. Deborah nie żyje, zginęła ci na rękach. Zrozumiano? - Chyba nawet nie słuchała. Pobiegła do drzwi i otworzyła je. Sprytna, nie domknęła ich wcześniej Wpadła na Lumena, jednego z moich "kolegów". - Ale mówiłem, nie uciekaj... zawsze to samo. - Westchnąłem, przechodząc obok niej. - W ich obecności się nie znamy, nie wiesz, kim jesteśmy, nie masz pojęcia, co robimy... wiesz tylko, że twoja przyjaciółka to ptak. - Wyszeptałem jej. Lumen wbił jej igłę, zemdlała.
<Alayna? Takie o, porwanko. xd Miałam inny zamysł, ale go zapomniałam więc zaczęłam improwizować...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz