Spojrzałam na Alexa i wskoczyłam na najwyższe drzewo. Usiadłam na gałęzi a po chwili obok mnie pojawił się chłopak.
" Idź do nich ! To twoja rodzina nie mutanty !" krzyczł mój wewnętrzny łowca.
"Nie!" zaprotestowałam. Przymknęłam oczy i zacisnęłam dłonie na gałęzi.
- Słyszałeś kiedyś o tym by łowca zakochał się w mutancie?- zapytałam cicho
-Nie.To niemożliwe- wyjaśnił krótko.
" Chyba jednak tak. Bo to ja jestem wybrykiem natury zrodzonym z takiego związku" pomyślałam.
Spojrzałam na doł i tylko dostrzegłam cienie łowców poruszających się po
lesie. Poczułam nagle coś dziwnego. Odsłoniłam swoje ramie i zobaczyłam
krwawą ranę. Która wyglądała jak połowa tatuażu , który był znakiem
rozpoznawalnym łowców. Zanim Alex cokolwiek zobaczył. Zasłoniłam ranę i
spojrzałam na niego.
- Potrafisz opanować forme? - spytałam
- Dalej się uczę - wyjaśnił z uśmiechem
- Ja też- przyznałam odwzajemniając uśmiech.
(Alex?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz