sobota, 24 października 2015

Od Williama CD Alayny

   Nadal była blada... czyli się martwi o swoją przyjaciółkę-mutanta-morderczynię. Zależy jej na potworze, którego poznała kilka dni temu... w całkiem nieprzyjemnych okolicznościach, choć tylko tyle zdradziła mi Deborah. "Nie było najprzyjemniej kiedy poznałyśmy się lepiej. Ja wylądowałam w szpitalu, a ona otarła się o śmierć... no, tyle, że wtedy o tym jeszcze nie wiedziała."
- Jest całkiem miła. - Powiedziałem, siadając przy krześle od stołu Alayn'y. Nie pytałem się nawet o jej zdanie na ten temat... po co? I tak przecież by mi pozwoliła. Wybór miałaby tylko pozorny. - Pozwoliłem jej odejść. - Spojrzałem na nadal stojącą i bladą dziewczynę.
- Samej? - Spytała znienacka. Pokiwałem głową, na co zareagowała czystą paniką. - Że co!? Ona umrze! - Zaczęła krzyczeć. Długo nie posiedziałem... gdy tylko ustałem na nogi, popchnęła mnie No no, wściekła kobieta. - Jak mogłeś!? - Darła się w niebogłosy... ale one zawsze tak mają. Złapałem ją za rękę, by przestała bić mnie po torsie.
- Uspokój się. Deborah żyje i ma się dobrze. - Stwierdziłem, zamilkła. Przynajmniej nie płacze. - Dałem jej środek, dzięki któremu już rano powinna być zdrowa. Rano nocy, której ją zaatakowałem, rzecz jasna... - Dodałem. Zaczęła się uspokajać, choć nadal miałem wrażenie, jakby miała zaraz chwycić za nóż z kuchni i dźgnąć mnie w brzuch... patrząc na wściekłą kobietę, trzeba spojrzeć jej głęboko w oczy. To z jakiegoś nieokreślonego powodu je uspokaja, upewnia, że mówi się do nich prawdę... to też zrobiłem, a na jej twarzy po chwili zagościła mina nieco ufniejsza od tej, którą okazała mi wpuszczając do mieszkania parę minut temu.
   Tyle, że stała w miejscu jak słup soli, nie dając mi pola manewru. Wpatrywała się we mnie, jakby widziała Ducha Kacpra.
- Dlaczego? - Spytała w końcu. - Dlaczego jej nie zabiłeś... - Chrypiała. Wrzaski nie działają korzystnie na gardło.
- Bo nie zabijam tych, które nie są złe. - Stwierdziłem. - A Deborah nie dość, że zła nie jest, to jeszcze jest ostatnią ze swojej rasy... ba. Jedyna od początku. Nie czułbym się dobrze wiedząc, że nie żyje przeze mnie. - Widać było po niej, że nie wie, co odpowiedzieć "Łowca, któremu zależy na mutantach?!" Zapewne myślała. Czekałem, aż coś powie...
<Alayna?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz