Malutki punkcik zaczął zniżać się ku dołowi gdy tylko opuściłam tereny miasta i wkroczyłam do lasu. przez gęsto porośnięte korony ciężko było ją dostrzec, lecz nadal miałam w zanadrzu swój węch... niezwykle wyczulony, jak to przystało na mutanta. Gdzie jesteś, kochaniutki... Jednocześnie śledząc krwistą gwiazdkę an niebie starałam rozglądać się, by nie przeoczyć ów ofiary, która tak łaskawie postanowiła akurat tej nocy wybrać się na samotny spacer po lesie... ważniak, który swoją odwagę przepłaci życiem. A czyż rodzice nie powtarzali wciąż, że nocą lepiej samemu do lasu się nie wybierać? Ten osobnik najwyraźniej wagarował na tej lekcji życiowej.
Zgubiłam punkt, na niedługi moment, lecz jednak. Stanęłam w miejscu i rozejrzałam się wokoło. Jestem w samym środku lasu. Kto normalny zapuszczałby się tu o tej porze? Ach, te zakłady nastolatków... jeden z nich jutro nie wróci do szkoły. Rozejrzałam się wokoło. O, jest tam! Kropeczka skrywała się za drzewami. Przyśpieszyłam kroku, gdy...
- Co jest!? - Poczułam ukłucie w karku. Cholera... Złapałam się za szyję i wyrwałam z niej niewielką strzałkę, poczułam, jak zaczyna kręcić mi się w głowie, a przede mną staje mężczyzna. - Lionell? - Moje ostatnie słowo przed mocnym uderzeniem o ziemię. Zaraz, zaraz... Lionell!? TEN Lionell?! Nie. To nie mógł być on. Przecież kilka godzin temu ten sam Lio leżał w śpiączce w szpitalu... niezbędny byłby cud, by teraz stanął przede mną, ówcześnie strzelając do mnie z broni usypiającej. To nie Lionell. on by mi tego nie zrobił.
Usłyszałam szelest obok mnie. Zaczęłam odzyskiwać świadomość, choć w głowie dudnił mi każdy ruch czy najmniejszy odgłos. Widziałam jeszcze niewyraźnie, lecz wiedziałam, że ktoś tu jest. Najszybciej, jak tylko mogłam, wstałam i wyprostowałam się, patrząc na swojego oprawcę.
- Kim jesteś? - Spytałam najmocniej, jak mogłam. Jedyna otrzymana odpowiedzią był drażniący chichot, który spotęgował jeszcze bardziej mój ból głowy. Umięśniony blondyn wyraźnie się rozpromienił... Wysyłasz sprzeczne sygnały, mój drogi. Wyciągnął ku mnie rękę, jakby na zgodę.
- Wybacz... myślałem, żeś jeleń. - Nadal lekko się pdośmiechywał. No nic... ludzie są głupi. Nie można temu zaprzeczyć. Wyciągnęłam rękę, by uścisnąć z nim dłoń, lecz on, ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu, błyskawicznie cofnął ją, mrucząc do mnie charakterystyczne "a-a-a". Jego ręka w tym samym czasie powędrowała do tyłu spodni, wyciągając stamtąd wciąż połyskująca w porannym słońcu, prawie nową, berettę, której lufę skierował ku mi.
- Chyba sobie żartujesz... - Mruknęłam. Kiepski łowca. No błagam... żeby nie wiedzieć, że na mutanty coś takiego nie działa? Pociągnął za spust w iście euforycznym uśmiechu. Trafił mnie w lewe ramię, rozszarpując mi je srebrną kulą... dobra, zwracam honor. Bynajmniej połowicznie. Zaczęłam krwawić, lecz nie odpuszczałam. Zmieniłam formę w wilka, gdzie rany nie są aż tak dotkliwe... bądź co bądź, jako wilk i tak jestem pokryta dziesiątkami blizn, z których niektóre nawet się nie zabliźniają, jednocześnie nie boląc i nie sprawiając problemów.
Rzuciłam się na niego jednym silnym susem. Zrobił unik i zranił mnie w brzuch... Kurwa! Wyłączył swój kamuflaż - właśnie stał przede mną jeden z najlepiej wyszkolonych, najwyższych rangą łowców. Z pleców ściągnął wielką giwerę. Pamiętam ją... sieć. Czym prędzej przemieniłam się w ptaka i zaczęłam lecieć ile sił miałam w skrzydłach. Znów ledwo żywa... a przecież dopiero co wyszłam ze szpitala! Wystrzeliłam jak z procy w swojej formie kruka ku mieszkaniu Alayny.
- Hej, mała! Nie skończyłem się jeszcze z tobą bawić! - Usłyszałam wrzask mężczyzny z oddali.
Prawie mdlałam. Trzeci już raz w ostatnich kilku dobach. Ostatkiem swej świadomości uderzyłam z pełnym impetem w szybę, zza której widziałam jedzącą śniadanie Alaynę. Zbiłam okno i upadłam na dywan jej salonu. Nadal byłam obecna, On podał mi coś, bym nie mogła zemdleć ani zmienić formy w ludzką... nie chciał, bym mogła prosić o pomoc. Zaryłam o dywan dziewczyny, pozostawiając na nim wielką smugę szkarłatnej krwi. Ledwo oddychałam.
<Pomożesz rannemu krukowi? Deborah nie zmieni się przez najbliższe kilka dób ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz