Stałam jak wryta. I to jest najgorsze. Gdy nie możesz się w żaden sposób ruszyć, przez strach, który ogarnia twoje ciało. Paraliżuje cię. Tak samo było, gdy w ułamku sekundy zobaczyłam światła, które z ogromną szybkością się do mnie zbliżały, aż nie trafiły we mnie. Teraz tak się czułam, jak kiedyś. Tak jakbym miała za sekundę zginąć. Znowu upaść z impetem na ziemię, żeby poczuć ogromny ból głowy i może nie tylko, a potem ujrzeć ciemność i wątpić, aby jeszcze kiedyś ujrzeć ten sam błysk światła, który zobaczyłam po otworzeniu oczu w szpitalu. W tej chwili o prostu stałam i patrzyłam się wystraszona, ze łzami w oczach, na mężczyznę, który w tej chwili mnie uratował, ale i też na mężczyznę, dzięki któremu to się stało. Nawet nie wiem co teraz miałam czuć. Nienawiść, radość czy wdzięczność? Na pewno czułam strach i to nie taki mały. Do tego ból, fizyczny jak i psychiczny. Dobrze, że pasek z łatwością mogłam zdjąć z rąk. Gdy wszyscy troje opuścili salę, a ja się odsunęłam od drzwi, wzięłam głęboki oddech. Szybko. Przeszło mi przez myśl. Założyłam spodnie. Niestety góra była cała rozerwana, dlatego nałożyłam koszulkę, trzymając ją z przodu, gdzie byłą rozerwana. Nadal się okropnie czułam. Chciałam stąd jak najszybciej zniknąć. Podeszłam do drzwi i dotknęłam klamki. Bałam się, że jak tylko je otworzę, stanie się coś złego. Nawet nie wiem co. Najgorszej się bać strachu przeszło mi przez myśl. Ponownie wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i otworzyłam drzwi. Gdy przez dwie sekundy nic się nie działo, otworzyłam oczy. Ujrzałam przed sobą szarą ścianę. Rozejrzałam się po korytarzu. To gdzie teraz?
<William? Jak kogoś zobaczy, od razu spierdzieli. Gdyby jeszcze wiedziała gdzie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz