- Mam złamaną rękę - mruknęłam zupełnie obojętnym głosem, wyjmując spod płaszcza moje ramię. Do tej pory było niezauważalne ze względu na to, że było szczelnie nim zakryte. Zdjęłam odzienie i powiesiłam je na wieszaku.
- Jak złamałaś? - zapytała Alayna, jakby od niechcenia.
- Wchodziłam na schody, poślizgnęłam się, bo było ślisko, po czym spadłam na wyprostowaną rękę, która strzeliła w drugą stronę. Złamanie otwarte, kość wyskoczyła - uśmiechnęłam się lekko na widok dyskretnie skrzywiających się dzieci również siedzących w poczekalni. Nie lubię dzieci. Hałasują i wtykają dziób w nie swoje sprawy. Próbują zachowywać się jak dorośli. Malują się, klną, chodzą w nieprzyzwoitych strojach - a tymczasem są i tak tylko nastoletnimi półgłówkami próbującymi być poważnymi.
Przesiadłam się te dwa krzesła, by usiąść obok Alayny.
- A ty, jak złamałaś nogę? - zapytałam.
Alayna? Wena. Nie. Żyje :CC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz