- Było blisko. - Szepnąłem i oddaliłem się od drzewa. A więc ona też
musiała być mutantem. Albo po prostu dobrodusznym człowiekiem. Miałem
ochotę zaszyć się gdzieś w lesie. Moja wilcza postać wreszcie chciała
wyjść na powierzchnię. Nie przemieniałem się już od kilku dni, więc
pobiegłem aleją w stronę lasu. Nie wystarczyło wejść na brzeg lasu. Aby
nie zostać wykrytym, musiałem zagłębić się na jakieś pięć kilometrów.
Gdy dotarłem na miejsce moja zwierzęca część przejęła nade mną kontrolę.
Nareszcie. Brakowało mi tego wielkiego, owłosionego, śmierdzącego
mokrym psem cielska. Brakowało mi bycia wilkołakiem. Zawyłem głośno i
zacząłem biegać bez celu. Gdy byłem już zmęczony położyłem się pod
drzewem i zamknąłem oczy. Pogrążyłem się w myślach. Nic mnie teraz nie
obchodziło, byłem tylko ja i szum drzew. Może i lubię żyć pełnią życia,
ale czy nie warto również korzystać z takich drobiazgów jak szum drzew,
czy śpiew ptaków? Niestety nie warto, kiedy zostają one przerwane przez
trzask łamanej gałązki obok mnie. Momentalnie stanąłem na nogi. A raczej
łapy.
Catherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz