Wpuściłam go do domu, chociaż nie pewnie. Nie znałam go, ale jednak znałam. To był ten sam mężczyzna, który zabrał tego kruka. Teraz mi się wszystko pomieszało. Ale z ciebie du** przeszło mi przez myśl, gdy na niego patrzyłam. Jednak szybko się ogarnęłam. Debilko, wpuściłaś nieznajomego skarciłam się w myślach. Nie zamknęłam drzwi, tylko je przymknęłam, aby jak coś to szybko spierdo***. Może będę miałą szczęście.
- Kim jesteś? - zadałam pytanie, na którą oczekiwałam konkretnej i szybkiej odpowiedzi, bez owijania w bawełnę. Wtedy się podawał za jakiegoś policjanta. Rozejrzał się po salonie, po czym się odwrócił do mnie. Jego uśmiech mnie zauroczył. Taki przyciągający... Jednak go nie odwzajemniłam.
- Nazywam się William O'Brien - zaczął. Albo kłamał znowu, albo tym razem mówił prawdę, zważając na wcześniejszą tożsamość. - Od razu ci wytłumaczę, że jestem łowcą, a krukiem była twoja przyjaciółka Deborah - od razu twarz mi zbladła. Oddałam Deborah łowcy?! myślałam, że teraz pójdę sobie wbić nóż w głowę. Jak mogłam być taka głupia?!
- Zrobiłeś jej coś? - od razu zapytałam, nie dając mu dokończyć. Starałam się, aby mój głos był poważny, jednak w prawdzie to się o nią martwiłam. William pokręcił przecząco głową.
- Nie - jakoś mu nie mogę uwierzyć. - Może wkrótce ją zobaczysz - ponownie się uśmiechnął miło, a mi się zrobiła jakoś lżej na sercu, ale nadal nie byłam co do niego pewna.
<William?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz