Dziewczyna po chwili zniknęła mi z oczu. Wzruszyłem ramionami. A co ja jestem? Nie będę jej przepraszał, tym bardziej że gdzieś tu krąży łowca. Nie będę się narażał na złapanie. Zresztą miałem już iść do domu. Wyszedłem zwinnie z klubu i ruszyłem wzdłuż ciemnej ulicy. Po drodze rozglądałem się w poszukiwaniu tamtego łowcy, jednak było cicho i pusto. Najwyraźniej odpuścił. I dobrze, bo znowu musiałbym się z nimi użerać. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów i szybko odpaliłem jednego z nich.
- Ej ty! - Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się i dostrzegłem tego samego łowce, trzymającego ciągle wpadającą na mnie dziewczynę. Z nożem przy jej szyi. Drugą ręką celował we mnie z tej dziwnej spluwy. Przekląłem w duchu. Łowca miał podbite oko, co znaczy że dziewczyna walczyła. Wyglądał na niezbyt rozgarniętego, więc postanowiłem użyć moich umiejętności aktorskich.
- Puść ją Pan. - Warknąłem i zachwiałem się niczym pijak. Łowca zaśmiał się i splunął na ziemię.
- Mieszkańcy zgłosili, że widzieli mutanta w którego się przemieniasz. - Udałem zaskoczonego i pociągnąłem papierosa.
- Pfu! Ja? Mutant? Panie Władzo, Pan myśli że ja należę do tych skur... eee znaczy hultajów? - Pokręciłem głową i o mało co się nie przewróciłem.
Alayna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz