Weszłam do środka. Ja to mam szczęście. Od razu na samym początku wpadłam na kogoś. Z głosu poznałam, że to jakiś chłopak, może w moim wieku. Było ciemno, więc nie widziałam go dokładnie. Ale wiem jedno, wylałam na niego coś, za pewne alkohol, lub drinka. Ja to mam dopiero szczęście. Zaczął krzyczeć, co dosyć mi się nie spodobało. Ok, moja wina. Ale po co te nerwy?
- Dobra, dobra. Uspokój się. Przepraszam - starałam się jakoś uspokoić sytuację. Jednak on mi na to chyba nie pozwoli.
- A co mi dadzą twoje przeprosiny! To moja ulubiona koszulka! - krzyknął, nadal zdenerwowany. Zmarszczyłam brwi.
- Jestem dziewczyną i nie mam takiej obsesji na punkcie swojego wyglądu jak ty - mruknęłam niezadowolona. Szkoda, że usłyszał.
- A może nie jesteś dziewczyną? - podniósł jedną brew. Zrobiłam to samo, po czym złapałam się za cycki.
- Z tego co wiem, sylikony czy balony to nie są - po czym złapałam się poniżej pasa. - Hu*a też nie mam, więc raczej jestem. A ty? - odpowiedziałam.
<Rebel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz