- Yhm. - Mruknęłam. - Widać. Strasznie ciężko ją do siebie przekonać. Jeśli chodzi o kontkaty z ludźmi, wygląda na to, że jest niezwykle oporna... może to samotniczka? To wskazywałoby na to, że nie ma zbyt wielu znajomych. Znakomicie... - Nie przepadasz chyba za ludźmi, co? - Ale lepiej się upewnć.
- Możliwe. - Mimowoli spojrzała w niebo. Uciekała wzrokiem. Wygląda na to, że ktoś tu szuka drogi ewakuacyjnej. Może wie o nas? Nie. Gdyby wiedziała, wiedziałaby także, że nie zdoła uciec nawet, gdyby wycisnęła z siebie siódme poty. Choc z drugiej strony... gdy ludzie są zdesperowani robią przeróżne dziwne rzeczy, często pozbawione sensu. Czasem nawet im sie udają, acz kolwiek to nie zmienia faktu iż nie uciekłaby mi... poprawka: Nie ucieknie.
Wodziła wzrokiem wszędzie, byleby nie wpatrywać się w moje oczy. W zwierciadła duszy, nie dziwię się jej... jeśli czuje, że jestem dla niej zagrożeniem, też nie chciałabym wpatrywać się w demona.
- Skoro nigdzie się nie śpieszysz to... nie zechciałabyś może się w końcu obudzić? - Wskazałam ręką na kawiarnię, przy której wciąż stałyśmy. Czasem trzeba sie trochę poświęcić. Druga filiżanka tej paskudnej beżowej brei, ech...
<Alayna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz