środa, 14 października 2015

Od Alayn'y

Biegłam. Nie zatrzymywałam się. Nie mogłam zwolnić. Musiałam przyśpieszyć. Biegnąc razem ze zwierzętami, jeśli je zgubię, to już po mnie. Ciągle braknie mi tchu, a jednak biegłam dalej, nawet szybciej. Wszystko z tyłu było takie gorące. Drzewa się waliły, na niebie leciały wystraszone ptaki. Zwierzęta, które teraz by mnie zaatakowały z tak bliska, prawie z kilku metrów, gdzie widać nas obydwu gołym okiem, ratowały swoje i swoich bliskich życie. Fala ognia była coraz bliżej. Biegłam tak chyba już z 15 minut. Zawsze biegam bardzo długo, jednak nie do utraty tchu. Nie dałam rady. Potknęłam się o kamień, gałąź, czy co to było i upadłam na ziemię. Nie miałam już szans. Fala ognia była tak blisko, że tylko zdążyłam skryć się w najbliższej dziurze i mieć nadzieję. Zamknęłam oczy i wtedy zemdlałam.

Otworzyłam oczy. Rozglądnęłam się. Byłam u siebie w pokoju. Ciemno. Jeszcze jest noc.
- Dziwny sen - po tych słowach automatycznie wróciłam do snu

- Chodź, kici kici, nie zrobię ci krzywdy - zagruchałam do drobnego kociaka, który od godziny siedział u mnie za blokiem, miaucząc, jakby coś go bolało. Przerwałam więc czytanie książki i zeszłam na dół, by sprawdzić, cóż takiego mogło się stać przedstawicielowi moich ulubionych kotowatych. Siedział na drzewie, najwyraźniej utknął, albo po prostu bał się zejść. Nie mogłam zadzwonić po straż pożarną, ponieważ nie miałam pewności, od jakiego czasu kociak tam siedzi. A na opłatę za przyjazd służb specjalnych też nie miałam obecnie pieniędzy, więc mogłam o tym tylko pomarzyć. Noc była zimna, wiatr zacinał ostro, wywołując na moich policzkach rumieniec. Wszystko było o tyle denerwujące, że byłam w samym dresie, a nie chciałam zostawiać małego kota w potrzebie. Był absolutnie cudowny; chudy rudzielec z mlecznymi łapkami, noskiem i krawatem. Do tego miał ogon jak szop, z tą różnicą, że płomiennie pomarańczowy.
Okay, ty się tutaj nie rozmarzaj, Lorie, tylko działaj i idź do ciepłej wanny... Z jakimiś pachnącymi mydłami... Może świeczkami... No dobra, wystarczy. Zaryłam paznokciami w drzewo, a czując jego przejmujący chłód i szron osiadły na korze, próbowałam się nie skrzywić. Objęłam pień nogami, starając się nie roześmiać, kiedy wyobraziłam sobie, jak wyglądam; dziewczyna w niebieskim, dziecięcym dresiku przytulająca drzewo.
No dalej, jeszcze dwa metry, jeden... Znowu będę musiała robić nowy manicure. Co za przekleństwo. Zachciało mi się bawić w jakąś cholerną pocahontas... Moje wewnętrzne gderanie przerwał przeraźliwy syk. Po chwili poczułam ostre pazury przesuwające się po moim nosie i ściekającą z niego krew.
Przerażona spojrzałam na kota, który teraz leciał ku ziemi. Starałam się złapać go za ogon, a wtedy to wredne małe skunksisko zaatakowało moją dłoń. Zatoczyłam się, a gałąź, na której obecnie stałam, pękła i tak oto poszłam w ślady kota; ku ziemi. By uchronić się przed siłą upadku z kilku metrów, objęłam głowę dłońmi i czekałam na gruchot kości. Przykrym było, że tak brzmiała moja pierwsza myśl w tamtym momencie; Przecież miałam wziąć gorącą kąpiel! Ale wcale nie walnęłam z impetem o ziemię, nie złamałam sobie kręgosłupa. Nic takiego się nie stało. Otoczyły mnie silne, choć delikatne ramiona, powoli opuszczając się razem ze mną na ziemię. Spojrzałam z jeszcze większym przerażeniem na swojego wybawcę.
- Nic ci nie jest, dziewczyno? - taki ładny głos. Delikatny, chociaż stanowczy. I mógłby wydawać się całkiem przyjemnym, gdyby nie chęć mordu widziana w oczach mojego bohatera. Musiałam go nieźle poturbować. O szlag

Czas się cofa. Moje położenie także. Jakbym znalazła się w wehikule czasu.

Wieczór. Jak zawsze wyszedłem z domu, w celu zwykłego spaceru po mieście. Jednak to nie był zwyczajny spacer. Moją uwagę przykuła pewna dziewczyna w dresie. Sam nie wiem czemu, zaciekawiła mnie. Stała pod drzewem i wzrok miała skierowany do góry. Na co patrzyła? Także skierowałem tam oczy i ujrzałem kota. Najzwyklejszego rudo-białego kota. Może to jej zwierzę? Ponownie skierowałem wzrok na kobietę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to jej kocie uszy. Potem spostrzegłem, że jej włosy są granatowe, albo czarne. Sam nie wiem. Była odwrócona do mnie tyłem, dzięki czemu mogłem ujrzeć także jej duże pośladki. W pewnym momencie skoczyła na drzewo, wpierw trzymając się jego rękami, a potem objęła je nogami. To wyglądało, jakby przytulała drzewo. Nie czekając długo, kot skorzystał z okazji i skoczył na twarz dziewczyny. To nie wróżyło nic dobrego. Dziewczyna była dosyć wysoko, więc gdy tylko kot na nią skoczył, puściła drzewo. Byłem na tyle blisko, by ją złapać w ostatniej chwili. Owinęła ręce wokół głowy. Postawiłem ją na ziemi. Byłem od niej wyższy chyba o 20 centymetrów, a nawet może i więcej. Miała także duże piersi, oczy miała złote, a na polikach jakby kocie wąsy, tyle, że to były chyba rany. Sam nie wiem. A co do ran... z jej nosa leciała krew, za pewne po tym kocie.
- Nic ci nie jest dziewczyno? - zapytała. Wyglądała na dosyć wystraszoną. Nie odpowiadała. - Jestem Nico - uśmiechnąłem się miło.

Otwieram oczy. To tylko był sen. Dziwny sen. Na końcu snu, byłam chłopakiem. Teraz gdy się obudziłam i się rozglądnęłam stwierdzam, że jest dzień. Dosyć dziwne sny mi się teraz śnią. Gdy się ogarnęłam i wogle, wyszłam z domu. Niestety na chodniku na kogoś wpadłam. Czyżbym nadal spała?
- Wybacz - powiedziałam.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz