Tym razem jeszcze Casper , był za barem. Podszedłem do dziewczyny i zaśmiałem się jedynie.
-Nie sądziłem, że tak dobrze tańczysz -odpowiedziałem
-No ja też -dodała
-Jaka skromna -zaśmiałem się.
-Czyż nie?-odparła z ironicznym uśmiechem.
-Oj tak -przyznałem szczerze.
Odwróciłem się szybko w stronę drzwi , gdy wyczułem coś nie tak.
Spojrzałem na wejście do klubu. Weszło przez nie dwóch mężczyzn.
"Łowcy!! Wiej!!" krzyknęła moja wewnętrzna forma. Wpatrywałem się
uważnie w mężczyzn. Szli w kierunku pewnego z mężczyzn. Znałem go. Łowcy
wiedzieli, że jest mutantem. A on teraz nie wiedział, że nawet teraz
chcą zaatakować. Chłopak był jakimś stworem podobnym do psa czy też
kojota?? Zniżyłem częstotliwość swojego głosu, tak że tylko on mógł mnie
usłyszeć i inne mutanty.
-Łowcy!-warknąłem.
Od razu wszyscy inni obecni mutanci w tym klubie spojrzeli na mnie. Ten
na którego czatowali łowcy, pobiegł do w stronę wyjścia ewakuacyjnego.
Wiedziałem, że zaraz zablokują pewnie wejścia. Złapałem Cat za rękę i
przerzuciłem nad barek , a następnie pobiegłem z nią na zaplecze. Przede
mną zaraz wyrósł szef. On był jedynym człowiekiem chyba , który
wiedział o mutantach ,ale je szanował i tolerował. Hah! W końcu jego
żona nim jest.
-Cały personel! Jazda mi stąd! Zamykamy klub -warknął
Skinąłem głową i pociągnąłem Cat, za sobą. Wybiegliśmy za budynkiem, ale
jednak usłyszałem pisk opon. Wziąłem dziewczynę na ręce i wyskoczyłem
na dach pobliskiego budynku.
-Zniż się -mruknąłem.
Przyglądałem się całemu zajściu. Jak reszta ucieka z klubu, konkretniej i ludzie i mutanty.
Szef zatrzymał większość łowców w środku. Z resztą to nie pierwsza taka
akcja w tym klubie, że nam pomaga. Po chyba godzinie , wszystko ucichło.
Podniosłem się na równe nogi na dachu. W tym samym momencie z klubu
wyszedł szef.
-Akcja zakończona sukcesem -powiedział patrząc w moją stronę.
Skinąłem jedynie głową i popatrzyłem na Cat.
-Może lepiej chodźmy stąd -wyjaśniłem przyglądając jej się uważnie.
(Cat?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz