- Lucille, co tu robisz? - zapytał Ben, mierząc mojego towarzysza wzrokiem. Wzruszyłam ramionami, wzdychając ciężko.
- Dlaczego czepiasz się każdej nowej osoby, którą poznam? -
odpowiedziałam pytaniem na pytanie, wprawiając Bena w zakłopotanie.
Ukrył to jednak bardzo dobrze, cisnąc kolejnymi argumentami.
- Przyszłaś tu chyba z nami, tak? - schylił się, by lepiej mnie słyszeć.
- Przestań. Nie będę tam tańczyć jak jakiś oszołom. Tylko spójrz -
wskazałam na parkiet - Tam są sami podpici mężczyźni łapiący jakieś
dziunie za tyłki. To jest według ciebie OK? Nie, to nie jest OK. Dobrze
wiesz, że jestem duszą towarzystwa, ale w zupełnie innym stopniu. -
wstałam, odpychając lekko kolegę, dając mu do zrozumienia, że nie jest
tu pożądany.
Ten, patrząc jeszcze we mnie ze złością, dołączył do reszty. Przewróciłam oczami i znów zwróciłam się do Alexa.
- Sorka za niego. - uśmiechnęłam się lekko - To typowy pantofel, każda musi być jego - roześmiałam się cicho, podobnie jak Alex.
Alex?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz