Chłopak po jakimś czasie mnie zostawił. Leżałam tam jeszcze długi czas,
do puki moja przemiana nie ustąpiła. Potem podniosłam się z ziemi. Nie
chciałam wracać do domu....Nie mogłam. Musiałam się jakoś odstresować.
Zostałam na jakiś czas na polanie , napawając się pięknem tego dnia.
Słońce delikatnie świeciło, a promienie przedzierały się przez korony
drzew. Usłyszałam szelest, ale jednak zaraz dostrzegłam że to jedynie
mały królik. Podkicał do mnie, ale po chwili uciekł. Pewnie zorientował
się kim mogę być. Podniosłam się z ziemi i w tym momencie zaczął wiać
wiatr. Zamknęłam oczy i rozłożyłam skrzydła , które się pojawiły z mojej
woli. Musiałam wtedy się opanowywać , by przemiana nie przejęła
kontroli. Ale to przychodziło mi łatwo, gdy dookoła był błogi spokój.
Potem usłyszałam jak ktoś idzie przez las. Miał do pokonania tą polanę
na której właśnie stałam. Zbytnio się tym nie martwiłam. Usłyszałam jak
ktoś się zatrzymał przy drzewach. Dopiero w tym momencie moje skrzydła
zniknęły, a ja musiałam wrócić do tej koszmarnej rzeczywistości.
Odwróciłam się i zorientowałam się, że to ten chłopak , który wcześniej
mnie widział jak byłam mutantem. Chłopak przyglądał mi się uważnie.
Podeszłam do niego , powoli i stanęłam przed nim. Dzięki Bogu.......że
on na szczęście był spokojny. Nie będzie takiej sytuacji na szczęście
jak z tamtą dziewczyną.
-Hej.... -zaczęłam -Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Po
prostu nie chciałam ci zrobić krzywdy -dodałam i delikatnie się
uśmiechnęłam
(Alex?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz