czwartek, 15 października 2015

Od Debory CD Alayn'y

   Tak długo się tłumiła, tak długo powstrzymywała, a przy tym cały czas drżała, jakby ze strachu, choć właściwie nie miała ku niemu powodów... a bynajmniej takich, o których by wiedziała. W końcu nie wytrzymała, kiedyś musiała.
- Wiem, że mnie obserwujesz.  - Zakomunikowała jednemu z drzew. Stałam paręnaście metrów od niego, ale trzeba jej przyznać... jak na kogoś, kto nie ma pojęcia, gdzie ma patrzeć, trafiła całkiem blisko. Zmieniłam się w łanię i zaczęłam kroczyć w jej kierunku, bo poco dłużej zwlekać? Niech zobaczy, czego tak się bała... niech dotknie dzikiego zwierzęcia, dumnej łani... a potem zginie z łap wilka, którym się stanę. Zauważyła mnie, choć światło słoneczne docierające do nas od moich pleców mogło utrudnić jej zadanie, niemniej chyba uśmiechnęła się widząc przed sobą zwykłe dzikie zwierze, bardziej lękliwe od jej samej. Moje małe i zgrabne kopytka poczęły powoli nieść mnie coraz bliżej dziewczyny, która po chwili wyciągnęła ku mnie rękę pełną jakiś ziaren... nie mnie sądzić, skąd je wzięła. Nie za łatwo, Kosgo, bo zacznie się domyślać... zatrzymałam się, niby przestraszona. Potrząsnęłam uszkami, a z ust dziewczyny wydobyły się zadziwiająco łagodne słowa:
- No choć... nie bój się, mała. - Tylko dlaczego zaraz mała? Czy ludzie naprawdę muszą na lubiane przez siebie zwierzęta wciąż mówić "mała" "mały? Od kiedyż to jelenie są zwierzętami małymi?
   Schyliłam łebek i zrobiłam kolejny niepewny kroczek, a zaraz po nim kolejny. Cholera! Przez moje ciało przeszedł ogromny ból. Cierpienie, jakie wcześniej doznałam jedynie raz... w dzieciństwie. Spojrzałam na nogę. Zaczęłam krwawić, a z mojego pyszczka mimowolnie wydobył się krzyk cierpiącego zwierzęcia.
   Alayna poderwała się, lecz dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, co się właśnie stało... owładnięta już prawie dokonanym zabójstwem nie dostrzegłam pułapki. A teraz leżę i cierpię, bo jestem unieruchomiona bólem i sidłami. Byle nie podchodź... idź stąd! JUŻ! Za późno. Dziewczyna już była nade mną. Nie utrzymałam przemiany, na trawie w kałuży własnej krwi, leżałam już jako człowiek, a ona widziała... przykrywka spalona.
- Pomóż... - Wyjęczałam nim do reszty straciłam świadomość.
<Alayna?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz