sobota, 24 października 2015

Od Coriane

   Biegnę. Słyszę przybliżający się tupot stóp. Szybko skręcam w boczną uliczkę i chowam się za rogiem. Tuż obok mnie przebiega duża grupa ludzi. Łowcy, pomyślałam i zaczęłam coraz bardziej chować się w cień. Kiedy krzyki ucichły odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę lasu. Kiedy znalazłam się pod osłoną drzew odetchnęłam z ulgą. Po chwili jednak zorientowałam się, że dopóki sie jestem w domu, nie jestem bezpieczna. Szybkim krokiem ruszyłam znaną mi dróżką. Po paru minutach już stałam pod drzwiami. Zapukałam w drewno trzy razy. Otworzyła mi moja mama. Jej mina wyrażała wszystko. Jej troskę, strach... Odsunęła się od framugi by wpuścić mnie do środka.
- Jak ci poszło? - spytała gdy już siedziałyśmy w salonie. Pokręciłam głową. Znowu zawiodłam. przewinęło mi się przez myśl.
- Nic nie mam. - mruknęłam cicho i zrezygnowana wspięłam się na schody prowadzące do mojego pokoju. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia rzuciłam się na łóżko. Coriane, uspokój się natychmiast. skarciłam w myślach sama siebie. Przecież to tylko twoja wina. mówiła do mnie druga część umysłu. Westchnęłam. Moje cudowne rozmyślania przerwało głośne i natarczywe pukanie do drzwi.
- Coria, otworzysz? - zapytała głośno matka. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Tak, jasne! - odkrzyknęłam i zbiegłam po schodach na dół. Podeszłam do drzwi i otworzyłam zdecydowanym ruchem. To co zobaczyłam, zaparło mi dech w piersiach. Był to najprzystojniejszy chłopak jakiego w życiu widziałam. Uśmiechnęłam się szeroko, jednak od razu zatuszowałam ten gest. Matko, dziewczyno, opanuj się! skarciłam się po raz kolejny tego dnia.
- Szukasz kogoś? - spytałam względnie miłym tonem.


William? <przepraszam, nie mam weny>

1 komentarz:

  1. "Uśmiechnęłam się! Nie wierzę...
    XD
    ~ Ave.
    "Mi się nie zdarza uśmiechanie przy opowiadaniach..." Odwraca się na pięcie i zaczyna wracać do swojego morderczego kącika "uśmiechnęłam..." Powtarza pod nosem.

    OdpowiedzUsuń